Rubi
-Jadę po Harrego, przywiozę go na razie tutaj-Loui zapinał kurtkę.Cece spoczywając w moich ramionach patrzyła się na moją twarz szeroko otwartymi oczami. Wszystko dookoła ją interesowało.
-Marina jedzie ze mną ?
-Marina śpi, nie mam pojęcia co się z nią dzieje. Wczoraj cały dzień wymiotowała, nic nie je tylko leży.
-Już wszystko będzie dobrze-pocałował mnie w czoło oraz małą-lecę.
Wyszedł a my prawie zostałyśmy same. Udałam się z małą do salonu i położyłam ją na kanapie sięgając dłonią po aparat.Mała uwielbiała kiedy ktoś robił jej zdjęcia. A ja mogłam się nią chwalić, bo było czym.
-Co maluszku ? Dzisiaj poznasz wujka Harrego-pogłaskałam ją po brzuszku a ona wpakowała sobie piąstkę do buzi. Była naprawdę rozkosznym dzieckiem.
-Co robicie ?-Liam usiadł na fotelu naprzeciwko kanapy.
-Bawimy się,prawda Ce ?-Podniosłam ją do góry-sprawdzałeś co u Mariny ?
-Śpi...i wiesz co boję się o nią-szepnął. Nie było w tym nic dziwnego, tylko dlaczego ja w jego oczach widziałam miłość ?
Harry
Ramię w ramię z prawnikiem opuściłem mury aresztu. Nareszcie wolny, przez te trzy doby tam poważnie zacząłem się zastanawiać nad tym czy faktycznie nic nie zrobiłem Calder. Nawet pod wpływem alkoholu. Sam zaczynałem wątpić w swoją niewinność. Jednak kiedy tylko dowiedziałem się,że wychodzę,że to dzięki Danielle nic więcej się nie liczyło. Nic oprócz znalezienia się w domu wraz z Mariną. O ile jeszcze zechce mnie widzieć. Przed budynkiem oparty o samochód czekał Louis. Nie było z nim Mariny, czyli dziewczyna mnie opuściła. Uwierzyła w to wszystko i straciła do mnie zaufanie.
-Stary tak dobrze Cię widzieć-Louis wyciągnął ręce w moim kierunku i poklepał przyjaźnie po plecach.
-Możemy stąd jechać ? Nie chce być tu ani chwili dłużej.
Wsiadłem do samochodu Tomlinsona i on uczynił to samo. Jechaliśmy w milczeniu.Louis o nic nie pytał. Jechaliśmy do niego, może nawet lepiej nie będę sam.
-Dziewczyny na nas czekają, Marina najbardziej-spojrzał na mnie znad kierownicy.
Czekała.
Marina
Na śpiąco zerwałam się do łazienki. W ostatniej chwili zdążyłam dolecieć do muszli klozetowej i wszystko co zjadłam w ciągu ostatnich sześciu godziny wyleciało ze mnie. Kręciło mi się w głowie, było gorąco, i mdliło mnie na widok wszystkiego. Wiedziałam co mi jest, lecz nie mogłam o tym nikomu powiedzieć. Test leżał schowany pod ręcznikami w szafce w łazience Rubi. Problemem nie było dziecko które nosiłam pod sercem. Dziecko było darem, choć wpadką w tak młodym wieku. Problem było to kto jest ojcem tego maleństwa.
-Wsyztsko dobrze ?-usłyszałamgłos Rubi zza drzwi.
Podniosłam się z kafelek, spuściłam wodę, obmyłam zmęczoną twarz i wyszłam na korytarz stając z dziewczyną twarzą w twarz.
-Chyba mam grypę pokarmową-prztarłam dłonią po czole-jak tylko Harry przyjedzie wracamy do domu, nie chce zarazić Ce.
Popatrzyłam na przyjaciółkę. Uważnie mi się przyglądała. Zapewne chciała iść do Cece ale przystanęła przy mnie i położyła zimną dłoń do mojego czoła. Jej perfumy podrażniły moje nozdrza i znów wszystko podeszło mi do gardła. Powstrzymałam w sobie odruch wymiotny. Lekko się zachwiałam.
-Marina,kiedy ostatni raz coś jadłaś ?-spytała a ja w myślach zaczęłam liczyć. Od mojego ostatnoego posiłku, którego nie zwróciłam minął tydzień.
-Wczoraj-skłamałam.
Popatrzyła na mnie kręcąc głową i nie powiedziała już nic. Wyminęłam ją i skierowałam się z powrotem do pokoju który zajmowałam by spakować swoje rzeczy.
-Mówiłam Ci Ru,że nic mi nie jest-odezwałam się kiedy drzwi się otworzyły.
-Skoro nic Ci nie jest to może wytłumaczysz mi to ?-brunetka stanęła przed mną i pomachała mi testem. Moim testem ciążowym.
I właśnie wszystko legło w gruzach.
Przepraszam,że tak długo mnie nie było. Wrócę tutaj, na pewno. Po maturze wszystko będzie na bieżąco. Mam nadzieję,że ktoś jeszcze ze mną tutaj został.