Edit: Zapraszam na http://price-dreams.blogspot.com/
Marina
Przerażona patrzyłam na Louisa który co chwilę spoglądał to na mnie to na chłopaków oczekując jakichkolwiek wyjaśnień.
-Jakim dziecku ?-warknął w naszym kierunku podnosząc się z wózka.
Zayn oddetchnął głęboko.
-O waszym dziecku-odpowiedział mu spokojnie Niall-Rubi straciła dziecko.
Szatyn wydał z siebie wiązankę przekleństw chowając głowę w ramiona. Oni nie powinni się dowiedzieć w ten sposób.
-Louis-podeszłam do nieg-wrócimy na sale.
-Nie-warknął i usiadł na zielonym krzesełku pod salą dziewczyny.
Boże,żeby on tylko nie miał tego wszytskiego za złe Liamowi.
-Jesteś zły ?-usiadł koło niego Nialler-na Liama ?
-Jak wy kurwa możecie tak myśleć!-warknął-jestem zły na was bo nic mi nie powiedzieliście, jak ja jej teraz spojrzę w oczy.
-Będzie dobrze-pogładziłam go po ramieniu-będzie dobrze.
Siedzieliśmy wszyscy razem a ja co chwilę próbowałam dodzwonić się do Harrego który co chwilę mnie odrzucał. Tylko żeby nie zrobił nic głupiego. Tu Harry Styles po usłyszeniu zostaw wiadomość. Wściekła na niego schowałam telefon do kieszeni w spodniach.
-Gdzie Harry ?-spojrzał na mnie Nialler.
-Nie mam pojęcia-odpowiedziałam kręcąc głową.
Harry
Spod kawiarni w której ostatnio pracował dziewczyna wyszedłem klnąc pod nosem. Podobno dziś rano dostarczyła wymówienie. Wściekły wsiadłem do swojego samochodu i przybrałem kierunek mieszkania dziewczyny które wynajmowała w Londynie. Przycisnąłem pedał gazu mając na liczniku już dawno przekroczoną dozwoloną prędkość. Modliłem się w duchu żeby tylko nie było czasami po drodze żadnego patrolu. Znajdę tą kurwę i wszystko jej wygarnę. Nigdy jej nie lubiłem, wiedziałem,że wykorzystuje Louisa dla kasy a przez to niektóre fanki zaczęły coraz bardziej wierzyć w nasz niby związek co było w cholerę irytujące. Mimo wszystko kochałem każdą tak samo bo to dzięki nim dane jest spełniać mi moje marzenia. Wysiadłem pod starą kamienicą w której mieściło się dwupokojowe mieszkanie dziewczyny. Wszedłem na klatkę mijając jakąś starszą panią i schodami udałem się na trzecie piętro. Już wiem czemu Louis tak rzadko u niej bywał, leniuch nie chciał się wdrapywać po schodach. Kiedy stanąłem pod jej drzwiami usłyszałem wrzaski dochodzące z mieszkania. Ona i jeszcze jeden kobiecy głos ktróy kojarzyłem. Drzwi z hukiem się otworzyły tak,że musiałem odskoczyć żeby nie zarobić w nos. Żadna z dziewczyn nie zauważyła,że stoję przed nimi.
-Będziesz tego żałować Eleanor-wrzasnęła Danielle.
Właśnie.
-Lepiej idź się pieprz z tym swoim Hectorem. Trzeba być głupim żeby zrezygnować z takiego faceta jakim jest Liam.
-Tobie chodzi raczej o portfel i masz racje, Liam to świetny facet dlatego nie chce go ranić ! A ty rób co chcesz!-zarzuciła swoje loki i nie zwracając na mnie uwagi zbiegła ze schodów.
Odchrząknąłem zwracając przy tym uwagę wkurwionej Eleanor. Obrzuciła mnie wściekłym spojrzeniem i chciała zamknąć drzwi jednak wsunięta między nie moja stopa jej to uniemożliwiała.
-Wynocha-warknęła.
-Na razie, musimy porozmawiać-popchnąłem drzwi wchodząc do jej skromnego mieszkania.
Nie czekając na nic wszedłem do pomieszczenia które chyba miało służyć za salon.
-Słuchaj, nie mam ochoty z tobą dyskutować i bezprawnie wtargnąłeś do mojej własności-stał podpierając framugę.
-Gówno mnie to obchodzi. Teraz sobie dopiero porozmawiamy. Siadaj-warknąłem w jej stronę jednak ta nadal nic sobie z tego nie robiła-widocznie nie zrozumiałaś jak za pierwszym razem Cię po informowałem,że masz się trzymać z daleka od Louisa i jego żony-nałożyłem nacisk na wypowiedziane przez siebie ostatnie słowo a w oczach brunetki zawitała złość.
-Już niedługo żony-mruknęła pod nosem odpalając papierosa.
-Zrób coś co zniszczy jego związek a obiecuje Ci,że na pogadance się nie skończy.
-Czy Ty mi grozisz ?-zaśmiała się puszczając dym w stronę mojej twarzy-na Ciebie też się coś znajdzie.
Nie wytrzymałem i zerwałem się z kanapy. Chwyciłem ją za dłonie tak,że palony przez nią papieros upadł na puchowy dywan a ją samą przy gwoździłem do ściany.
-Wiesz co się robi z osobami które mierzą dalej niż mogą ?-spytałem świdrując ją wzrokiem ściskając mocniej jej dłonie.
-Nie chcesz wiedzieć do czego jestem zdolna Styles-wyszeptała oblizując wargi-co by powiedziała Twoja dziewczyna gdyby się na przykład dowiedziała,że się do mnie dobierałeś ? Albo zgwałciłeś ? Chyba wybuchłby skandal.
-Spróbuj coś takiego zrobić a obiecuję,że zrównam Cię z ziemią.-szepnąłem jej prosto w twarz-więc lepiej zamknij tą wytapetowaną twarz i zniknij jak najszybciej z Londynu jak nie chcesz zniknąć z powierzchni ziemi.
Puściłem ją a ona złapała się za nadgarstki. Świdrowała mnie wzrokiem. Schyliłem się i podniosłem z podłogi nadal palącego się papierosa i wcisnąłem go w usta zdenerwowanej Calder.
-Ostrzegałem więcej nie będę-uśmiechnąłem się patrząc na jej twarz i wyszedłem z jamy wiedźmy.
Liam
"Liam to za wcześnie na jakikolwiek krok na razie." " Oczywiście,że wybierzemy się razem na kawę ale jeszcze nie teraz" W końcu zdecydowałem się odwiedzić Rubi i stanąć z nią twarzą w twarz. Jak to powiedziała Jus musisz zmierzyć się z własnymi lękami. Boże Payne już nawet ją zdrabniasz. Wszedłem do sali dziewczyny z nadzieją,że będzie przy niej cały wianuszek osób które tak bardzo się o mnie martwiły jakby mieli mało kłopotów. Jednak jej sala była pusta, nie było w niej nawet łóżka. Czy stało się coś o czym nie wiem ? Wyjąłem z kieszeni telefon wyrzucając przy tym kluczyki od samochodu które od razu podniosłem. Zero wiadomości, zero połączeń, więc musi być okej.
-Przepraszam-zaczepiłem przechodzącą obok pielęgniarke-gdzie jest Rubi Tomlinson ?
-Jest operowana-odpowiedziała i znów ruszyła w drogę. Obejrzałem się za nią tak samo w poszukiwaniu przyjaciół. Nogi same poniosły mnie tam gdzie jeszcze parę dni temu wewnętrznie przechodziłem katusze. Siedzieli jedno koło drugiego i równocześnie podnieśli głowy jak usłyszeli buty. Louis kiedy tylko mnie zobaczył podniósł się z krzesełka i przy kuśtykał w moim kierunku. Nastawiłem się na to,że dostanę po niego po mordzie nawet nie zamierzając się bronić. Wielkim zaskoczeniem było dla mnie to,że chłopak objął mnie.
-Tak się cieszę,że tu jesteś-szepnął.
-Ja też się cieszę-jeden kamień spadł mi z serca. Louis mnie nie obwinia.
Louis
Boję się. Boję się o Rubi. Boję się o nasz związek. Boję się o Harrego. Boję się rekacji Liama jak się dowie,że wiedziałem o romansie Danielle.Widziałem jak odetchnął kiedy do niego podszedłem. W końcu to nie jego wina, sam postąpiłbym tak samo jak moja żona. Zasłoniła go swoim ciałem. Teraz była bohaterką która uratowała Liama Payne. Po czterdziestu minutach lekarz wyszedł z bloku.
-Panie Tomlinson, mogę prosić ?-zwrócił się do mnie.
Dobrze mnie znał bo sam był moim lekarzem prowadzącym. Kiwnąłem głową i swoim tempem ruszyłem w stronę jego gabinetu. W pomieszczeniu była jeszcze jedna doktorka, z tego co udało mi się odczytać z plakietki ginekolog.
-Niech pan usiądzie-wskazał krzesło. Zająłem wskazane miejsce i podążałem za nim wzrokiem.
-Dziś pękły szwy więc to nie było zbytnio skomplikowany zabieg. Jednak już wcześniej było komplikacje.
-Kolega ma rację, nie będę ukrywać,że w kwestii ginekologicznej wszystko jest dobrze-spojrzała na mnie jego koleżanka.
-Dziecko zginęło na skutek postrzału ?-spytałem drżącym głosem.
-Nie, dziecko martwe było już na jakieś 14 godzin przed postrzałem.
-I w czym problem ?
-Panie Tomlinson, przez to pan jak i pańska małżonka możecie mieć problem ze staraniem się o dziecko. Nie wiadomo czy jakikolwiek zarodek będzie w stanie zagnieździć się w macicy pana żony.
-Czyli,że nie będziemy mogli mieć dzieci ?-przełknąłem ślinę
-Teraz wszystko już będzie w rękach Boga. Oczywiście medycyna nie będzie bezradna w tym przypadku i jak będzie potrzeba wszystkiego będzie można spróbować-starał się widocznie mnie jakoś podnieść na duchu.
Boże, jak ja jej to teraz powiem ? Po jeszcze krótkiej rozmowie która trochę na chwilę podniosła mnie na duchu wyszedłem z gabinetu kierując się do przyjaciół. Siedzieli już w sali razem ze śpiącą jeszcze Rubi i cały mój spokój ducha prysł jak bańka mydlana. Przecież ona oszaleje z rozpaczy.
-Co jest Tommo ?-spytał Niall patrząc na moją twarz. Mogę się założyć,że wyglądałem jak męczennik.
-Jest możliwość,że nigdy nie doczekamy się dziecka-odpowiedziałem im ze spokojem i usiadłem na krześle obok Mariny.
Boże nie wiem co napisać. Więc nie napiszę nic. Albo, dziękuję za komentarze, i to nie ja jestem wspaniała czy perfekcyjna tylko WY ! :*
O mój boze ! Już nie będą mieć dzieci? Ale wszystko w rekach boga. Harry dobrze dogadałeś tek su*e Eleanor , niech zginie w męczarniach <3 rozdział genialny < 33333
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńBoże, genialne! Zacznę od tego, ze ten komentarz znowu będzie krótki. Ale to taki już mega, bo telefon mi się mega zwiesza ;-; Ale obiecuję, następny rozdział skomentuję już normalnie *-* No a więc .. Rozdział genialny,a Lou ma być z Rubi i mają mieć ze sobą dzieci, gdyż są dla siebie stworzeni! ;*xD
OdpowiedzUsuńCzekam na NN ;* Weenyyy <333333333333
OdpowiedzUsuńCandel zaczyna mnie draznic. Dziewczyno, odczep sie. Twoj czas sie skonczyl. Zostaw ich wszystkich w spokoju. Niemieszaj sie no.
ale to takie smutne, plakac sie chce no ;c
czytam to z zapartym trzem, czasem z wstrzymanym oddechem,szaleństwo jakieś <3
genialny, boże no genialny!
NORMALNIE KOCHAM CIE DZIEWCZYNO <3
Bez dziecka ?? nie rób im tego :/
OdpowiedzUsuńŚwietny <33 kocham to <33
Wspaniały rozdział.Szkoda tylko,że taki smutny.Mam nadzieję,że wszystko się ułoży :)
OdpowiedzUsuńCzekam nn.
Świetneeee uwielbiam tego bloga. Czekam na nn.
OdpowiedzUsuńSo xx
Czeeeeemu? Ja się pytam czemu ? Jesteś okropna < w pozytywnym sensie hah> Jak możesz nam coś takiego rooobić ? Proszę niech Lou i Rubi mają w przyszłości dzieci, proszę :3
OdpowiedzUsuńświetny rozdział pod każdym względem <3
@Lusiaax
BOŻE!!! Daj im to dziecko no DAJ!!!!!! A co do El... Jedna wielka I.D.I.O.T.K.A!
OdpowiedzUsuńTen komentaż u góry to mój ale zapomniałam się podpisać! :-P
OdpowiedzUsuńOla <3
Zrób tak aby mieli dziewczynke. Mam nadzieje że El się od nich odwali.
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny rozdział xoxoxo!!
Nominowałam cię do Libster Blog Award.
OdpowiedzUsuńSzczegóły tutaj :
http://school-of-shadows.blogspot.com