Harry
Siedziałem w kawiarni trzymając w dłoni kopertę wypełnioną pieniędzmi. Zapłacę tej szmacie żeby jak najszybciej zniknęła z życia Louisa i Rubi. Miałem to szczęście,że od pół godzin było dane obserwować mi Calder w pracy. Szczerze powiedziawszy ledwo po wstrzymywałem śmiech kiedy widziałem jak dziewczyna przygotowuję kawę ewentualnie deser lodowy dla jakiegoś dziecka. Dlatego dla własnego bezpieczeństwa nie zamówiłem nic. Jeszcze nie byłem aż takim desperatem. Marina siedziała u Rubi która wczoraj odzyskała przytomność ale nie wszystko jeszcze do niej docierało. Najwięcej kłopotów przysparzał nam Louis która żądał aby lekarze wypuścili go ze szpitala ale Simon zabronił im tego robić. I tak bez przerwy wykłócał się z Cowellem kiedy ten nie przebywał u Rubi ewentualnie w pracy. Przynajmniej wiemy,że z Louisem już lepiej kiedy wali takimi epitetami na prawo i lewo.
-Jak miło,że czekasz-brunetka znienacka usiadł na krzesełku naprzeciwko.
-Przyglądałem się Twojej pracy-zaśmiałem się a jej twarz wykrzywił grymas-w innym zawodzie sprawdzałabyś się bardziej.
-Jeb się Styles-warknęła w moim kierunku mieszając w kawie.
-Trochę milej, co ? Nie ma Louisa nie ma kasy ?
-Powiedziałam jeb się Harry.
-Więc ja Ci daje to-pokazałem jej kopertę a oczy zaświeciły się jak dwie monety-a Ty na zawsze, powtarzam na zawsze znikasz z życia Louisa.
-Rozumiem, dawaj to.-wyrwała mi z dłoni kopertę i zaczęła przeliczać pieniądze-zgadza się-uśmiechnęła się chowając ją do torby.
-Mam nadzieję,że nigdy więcej nie będę miał do z Tobą doczyniena.
-Powiedzmy-uśmiechnęła się sztucznie-Ty płacisz-kiwnęła w stronę niedopitej kawy i jak gdyby nigdy nic wyszła z kawiarni.
Marina
Siedziałam przy łóżku Rubi która spała. Niall poszedł mi po mocną kawę do bufetu a Zayn poszedł po Louisa. Liam został odwieziony osobiście przez Simona do psychologa. Chłopak od dwóch dni zachowywał się jak monstrum. Nie jadał, nie pił, nie odzywał się do nikogo. Zamknięty w swoich czterech ścianach oddalał się od nas wszystkich. Za dużo na niego spadła, więc nasza decyzja co do pomocy kogoś wyszkolonego była nie podważalna. Nie odwiedził Rubi po tym jak odzyskała przytomność, tłumaczył się tym,że nie mógłby jej spojrzeć w oczy. Dziewczyna spała nerwowo kręcąc głową. Lekarze zapewniali nas,że wszystko będzie dobrze aczkolwiek Tomlinsonowie mogą mieć problem z potencjalną ciążą dziewczyny.
-Kawa dla Ciebie-Nialler postawił na szafeczce kawę.
Nie była ona aż tak dobra jak z mojej ulubionej kawiarni ale musiała mi wystarczyć.
-Dzięki Niall-uśmiechnęłam się do chłopaka.
Chwał Bogu,że nie mieli teraz żadnych koncertów, wywiadów czy tych wszystkich innych pierdół. Materiały na kolejną płytę gotowe więc za jakiś czas wejdą do studia i jazda zacznie się znów.
-Kiedy jej powiemy-spytał patrząc na brunetkę.
-Nie mam pojęcia-westchnęłam a drzwi się otworzyły.
Zayn pchał na wózku inwalidzkim Louisa. Przystawił jego wózek jak najbliżej łóżka Rubi. Tomlinson miał tylko jeszcze opatrunek na głowie. Złapał swoją żonę za rękę i ucałował ostrożnie dłoń.
-Kocham Cię-szepnął w mi w oczach stanęły łzy.Żadne z nich nie jest świadome tego co ich spotkało. Obydwoje nie wiedzą jak bardzo będą cierpieć po stracie cząstki siebie. Rubi nagle otworzyła powieki a z oczu Louisa popłynęły łzy.
Liam
Siedziałem obok Cowlla na korytarzu przed gabinetem jakiejś wybitnej pani psycholog która mi niby "pomoże". Rubi się wybudziła i podobno o mnie pytała....ale ja nie mogę tam iść. Nie będę mógł jej tak po prostu spojrzeć w oczy.
-Liam Payne-na korytarz wyszła brunetka ze związanymi w kucyk włosami. Ubrana w czarne rurki i dżinsową koszulę. Jej szyję zdobił złoty łańcuszek. Simon popchnął mnie w jej kierunku. Niezdarnie podniosłem się z krzesłka i ruszyłem za kobietą zostawiając Cowella samego. O czym ja mam z nią gadać ? Ja nie mam problemu.
-Proszę usiąść. Pan Liam, moja siostrzenica pana uwielbia-uśmiechnęła się znad pliku czystych białych kartek-jestem Justine.
Ładna.
-Będę się starała panu pomóc.
-Liam..po prostu Liam-zabrałem po raz pierwszy głos.
-A więc dobrze Liam-uśmiechnęła się ukazując rząd białych zębów-zapraszam na kozetkę-wskazała czerwony tapczanik. Posłusznie zająłem na nim miejsce a kobieta usiadła na białym krześle obok. Ciekawe ile ma lat ? Skoro jest taką dobrą panią psycholog , to pewnie po trzydziestce ? Z mężem i dwójką dzieci i z psem i kotem. Przy najmniej inni są szczęśliwi.
-Powiedz mi Liam co się dzieje w Twoim życiu.
-Wiele....za dużo. Czasami mam ochotę rzucić to wszystko w diabli i wyjechać albo ze sobą skończyć-wbiłem wzrok w biały sufit.
-Co się stało ?
-Rzuciła mnie dziewczyna....zdradzała mnie a to wszystko moja wina...nie poświęcałem jej wystarczająco dużo uwagi na dodatek przyjaciółka przeze mnie straciła dziecko. Jestem nikim. Jestem zerem.
-Nie i ja jestem tu po to żeby pokazać Ci jak wartościowym człowiekiem jesteś-dotknęła mojej dłoni swobodnie leżącej na kozetce a moje ciało przeszedł dreszcz przyjemności.
Rubi
Leżałam w szpitalu. Pamiętam wszystko. Prawie wszystko. Nick celujący w Liama. Ja próbująca go zmusić żeby odłożył broń. Bez zastanowienia rzuciłam się osłonić chłopaka kiedy mój psychopatyczny były narzeczony strzelił. Najważniejsze był żeby nikt z moich przyjaciół nie ucierpiał. Louis...jest cały i zdrowy. Ja będę zdrowa i wraz z naszym maleństwem będziemy już niedługo szczęśliwą rodziną. Za oknem ciemno. Louis musiał wrócić już od siebie a wszyscy wrócili do domu. Zauważyłam,że Harry jest chłodny w stosunku do Louisa i dziwnie na niego patrzył kiedy ten wykonywał najmniejszy czuły gest w moją stronę. Muszę mu powiedzieć w końcu,że zostanie tatą. Tak bardzo tego pragnął. Nie słychać nic prócz pikających urządzeń które nadal były do mnie poprzypinane. Nie był jeszcze tutaj tylko Liama. Mam nadzieję,że mnie odwiedzi bo muszę sama na własne oczy zobaczyć,że nic mu nie jest.
-Moje kochane maleństwo-przykładam dłonie do płaskiego jeszcze brzucha-mamusia Cię tak bardzo kocha-szeptam.
Moje oczy robią się coraz cięższe. To nic dziwnego,że tyle czasu przesypiam. To wszystko przez te leki. Nie wiadomo kiedy zapadam w sen.
Ha...jestem nie możliwa. Jak myślicie kto powie Rubi prawdę a kto Louisowi ? I ciekawe co nowa bohatrka wniesie do opowiadanie i czy zagości na dłużej ?
Zmieniłam login na Mania. Od dziś Mania. Do następnego :*
Rozdział super. Zresztą jak zawsze. Hmm... Ciekawe czy jak dowiedzą się ze nie ma ich już dziecka to czy się rozejdą czy nie.
OdpowiedzUsuńJak zawsze zajebisty rozdział.^^
OdpowiedzUsuńKiedy oni zamierzają powiedzieć im o dziecku.?
Czekam na następny rozdział z niecierpliwością.:]
zajebisty , ale kiedy oni im powiedzą ? czekam na następny <3
OdpowiedzUsuńO, dobry motyw z tą panią psycholog, ciekawa już jestem co dalej :D Ale przy fragmentach o dziecku, to się serce kraje, szkoda, że tak wyszło... Stawiam, że o dziecku dowiedzą się jakoś przypadkiem, usłyszą fragment czyjejś rozmowy czy coś :D
OdpowiedzUsuńRozdział extra, strzelam, że nowa bohaterka będzie z Liamem i za zagości na dłużej. Boję się tylko jak Rubi zareaguje na wieść o dziecku. CZEKAM NA NASTĘPNY
OdpowiedzUsuńawww.... Zayn czyżby żałuje, że nie walczył o Rubi... ciekawe, ciekawe. szkoda trochę, że Rubi jest okłamywana. coś czuje, że będzie dym jak się do wie.
OdpowiedzUsuńczekam z niecierpliwością na następny.
zajrzyj do mnie: http://wystarczyjednoslowo.blogspot.com/
buźka! ;*
myofficial
Kurwa. To ja jestem zerem, a nie Liam! Tak się beznadziejnie czuję, że nie skomentowałam poprzedniekszego rozdziału, że po prostu brak słów. Jestem teraz na wyjeździe i mam do dupy z czasem i też dlatego ten komentarz będzie cholernie krótki ;/ Rozdział jak zwykle jest boski ;* A Rubi i Lou i tak będą szczęśliwi bez dziecka, gdyż SĄ DLA SIEBIE STWORZENI ;* (<3)
OdpowiedzUsuńCzekam na NN ;* Weenyyy <3333333333333333
I jeszcze raz cholernie przepraszam ;x
KOCHAM TO !
OdpowiedzUsuńświetny rozdział ♥
OdpowiedzUsuńsuper blog
obserwujmy? daj znac u mnie
ZAPRASZAM http://smile-mapys.blogspot.com/
Nowa bohaterka??? Czyżby pani psycholog???:-)
OdpowiedzUsuńOla <3